– Co jest fajnego w Warszawie? Samolot lecący do Londynu. To powiedzenie, krążące wśród młodych mieszkańców stolicy Polski, najlepiej chyba oddaje nastroje panujące wśród młodych Polaków. I o ile trudno się dziwić, że w wyborach prezydenckich 2015 r. postawili na radykalną zmianę, zdziwienie budzi fakt, że milczeli tak długo.
Może dlatego, że ci najbardziej energiczni i zdesperowani po prostu spakowali walizki i wyjechali – do Anglii albo Holandii. A ci, co zostali, czekali może na swojego lidera, który tej wiosny (2015 r.) przybrał postać zbuntowanego piosenkarza rockowego Pawła Kukiza. Kukiz obiecał rozwalić SYSTEM, i choć pewnie nigdy do tego nie dojdzie, od maja 2015 r. Polska na pewno nie będzie już taka sama.
Powodów frustracji i rozgoryczenia młodych Polaków jest sporo. Jednym z najważniejszych jest sytuacja na rynku pracy: wciąż wysokie bezrobocie (21% wśród osób poniżej 25 roku życia, dane ze stycznia 2015) oraz niemożność otrzymania pracy na etacie. To pokolenie młodych Polaków, urodzonych po 1990 r., właściwie nie będzie wiedzieć, co to jest praca na etacie, która zapewnia ubezpieczenie emerytalne, rentowe, chorobowe oraz wypadkowe. Dzieje się tak ze względu na wysokie koszty, jakie z tytułu odprowadzania składki do ZUS ponosi pracodawca. Dlatego też najpopularniejszą formą zatrudniania młodych są umowy cywilnoprawne, zwane śmieciowymi. Są to wszelkie umowy o dzieło, umowy-zlecenia, a według niektórych także umowy tymczasowe.
Co prawda od umów-zleceń trzeba odprowadzać składki na ZUS, ale dotyczy to osób do 26 roku życia. Zdarza się więc, że ubiegająca się o pracę na zlecenie osoba w tym wieku słyszy, że pracy nie dostanie, bo jest już za stara – bardziej opłaca się zatrudniać studentów.
Taki stan rzeczy sprawia, że młodzi ludzie – ci którzy jeszcze nie wyjechali – zmuszani są do podejmowania pracy dorywczej, często byle jakiej i poniżej ich ambicji. Albo harowania ponad siły, aby tylko gromadzić jakiekolwiek oszczędności na wypadek utraty pracy. O systematycznym odkładaniu pieniędzy na starość (czyli emeryturę) można oczywiście zapomnieć. Inna rzecz, że wielu młodych chwali sobie zawodową wolność i brak uwiązania do konkretnego miejsca pracy, nie sięgając wyobraźnią dalekiej przyszłości, kiedy to zaczną liczyć swoje emerytury. O ile je wypracują. Można oczywiście założyć własną firmę, ale tu na przeszkodzie stoją bariery biurokratyczne oraz konieczność płacenia miesięcznie 414 zł na ZUS, co dla niejednego początkującego młodego przedsiębiorcy jest obciążeniem skutecznie zamykającym drogę do własnego biznesu.
Brak stabilizacji finansowej przekłada się na brak możliwości zaciągnięcia kredytu na zakup lub wynajem mieszkania, co nie sprzyja układaniu sobie życia osobistego. To dlatego prawie połowa młodych Polaków w wieku 25-34 lata nadal mieszka z rodzicami, a wiele małżeństw nie decyduje się na więcej niż jedno dziecko.
Jeżeli chodzi o dzieci, i na tym polu sytuacja młodego Polaka jest nie do pozazdroszczenia – żłobków i przedszkoli dramatycznie brak. Według szacunków Komisji Europejskiej z 2013 r. w żłobkach jest miejsce tylko dla 3% dzieci zamiast 33%, a w przedszkolach zamiast dla 90% tylko dla 54%, co stawia Polskę na najgorszym miejscu w całej UE (standard w UE to 86%). Są miejscowości, w których takich placówek w ogóle nie ma. Zmusza to kobiety nie mogące liczyć na pomoc matek i babć do rezygnacji z pracy, co nie tylko ma negatywny wpływ na sytuację finansową rodziny, ale i utrudnia młodym mamom powrót na rynek pracy (już deklarowana chęć posiadania dziecka w przypadku kobiet ubiegających się o pracę znacznie niweczy ich szansę na posadę). W takiej sytuacji trudno w ogóle mówić o realizacji zawodowych ambicji i aspiracji Polek. Kolejnym powodem do rozgoryczenia jest brak korelacji między wykształceniem a jakością pracy. W prasie można przeczytać wiele gorzkich i smutnych historii świetnie wykształconych, także za granicą, młodych ludzi, którzy mają zablokowaną drogę do awansu, a brak pracy zmusza ich do podejmowania najprostszych zajęć.
Obecni dwudziesto- oraz trzydziestolatkowie nie mają takiego szczęścia, jak ich poprzednicy z lat 90. XX w., którzy po upadku Polski Ludowej w 1989 r. budowali kapitalizm i robili błyskawiczne kariery w powstających jak grzyby po deszczu zachodnich firmach, wyłuskiwani przez nie jeszcze w czasie studiów. Długo jednak nie buntowali się, a ostatnia (przed 2015 r.) większa aktywność polityczna przypadła na rok 2007, rok wyborów do Sejmu, w których młodzi ludzie ustawiali się w kolejkach, aby zagłosować przeciwko partii Prawo i Sprawiedliwość. Udało się i na osiem lat rządy w Polsce objęła liberalna (ale pod wieloma względami konserwatywna) Platforma Obywatelska, której przywódca, premier Donald Tusk obiecywał społeczeństwu drugą Irlandię – Irlandię przeżywającą ówcześnie gospodarczy boom.
Niestety, irlandzkiego cudu nie dało się w kraju nad Wisłą powtórzyć (nie bez znaczenia był tu jednakże kryzys z 2008 r.), a niespełnione obietnice gospodarcze oraz lekceważenie problemów młodych (lista grzechów jest zresztą bardzo długa) spowodowały nie tylko narastające rozczarowanie rządami Platformy Obywatelskiej, ale także coraz większą nienawiść do tej partii oraz związanych z nią elit władzy. Elity owe postrzegane są często jako ONI – dobrze ustawieni, coraz bardziej odizolowani od społeczeństwa, okupujący przez lata ważne posady, nieusuwalni z list partyjnych. Przy każdych wyborach dyskutujący głównie na temat aborcji, in vitro, gender oraz historii zamiast rozmawiać o ważnych problemach społecznych. Tak właśnie zrodziło się pojęcie SYSTEMU – tworu, który trzeba obalić. Obalić zdaje się za wszelką cenę.
KU ZMIANOM?
Symptomy narastającej potrzeby zmian pojawiały się już od dawna. Ważnym ostrzeżeniem było zaskakująco duże poparcie w wyborach do Sejmu w 2011 r. dla nowo powstałego Ruchu Palikota (10% głosów). Głosowała na niego blisko 1/3 studentów i uczniów. Partia Janusza Palikota przyciągnęła wyborców opozycyjnością wobec establishmentu politycznego, antyklerykalizmem, hasłami większej wolności gospodarczej oraz wolności obyczajowej (legalizacja aborcji, finansowanie przez państwo in vitro, legalizacja marihuany, darmowy dostęp do antykoncepcji). Dzięki Ruchowi Palikota w Sejmie znalazł się zdeklarowany homoseksualista Robert Biedroń oraz Anna Grodzka, która zmieniła płeć z męskiej na żeńską. Istna rewolucja we wciąż konserwatywnej obyczajowo Polsce, ale co ciekawe, w wyborach prezydenckich 2015 r. kwestie obyczajowe nie okazały się już dla młodego wyborcy tak istotne.
Kiedy potencjał polityczny Ruchu Palikota został zmarnowany – błędem okazało się m.in. poparcie wydłużenia wieku emerytalnego do 67 lat – młodzi Polacy przenieśli swoje poparcie na Kongres Nowej Prawicy Janusza Korwin-Mikkego (znak rozpoznawczy tego polityka – muszka). Jego program jest skrajnie radykalny, zarówno w sferze gospodarczej (uwolnienie gospodarki spod kontroli państwa, oparcie wolnego rynku wyłącznie na własności prywatnej, likwidacja wielu podatków, w tym podatku dochodowego), politycznej (zmiana ustroju), jak i obyczajowej (zakaz aborcji, sprzeciw wobec finansowania przez państwo in vitro oraz antykoncepcji, sprzeciw wobec rejestracji związków partnerskich itp.), a także nieakceptacja Unii Europejskiej. Mimo to jego poglądy na tyle trafiły do przekonania młodych Polaków, że w wyborach do Parlamentu Europejskiego skrajnie antyunijny KNP uzyskał aż 4 miejsce, a sam Korwin-Mikke został eurodeputowanym (i, nawiasem mówiąc, od razu naraził się parlamentarzystom za nazwanie bezrobotnych młodych ludzi w UE murzynami Europy. To zresztą niejedyna kontrowersyjna wypowiedź tego polityka).
W 2015 r., w czasie wyborów prezydenckich, znowu nastąpiła zmiana w preferencjach młodych Polaków. Tym razem ich wyobraźnią (i głosami) zawładnął piosenkarz rockowy Paweł Kukiz, którego wyborczym hitem okazały się jednomandatowe okręgi wyborcze, tzw. JOW-y. JOW-y mają być głównym sposobem na uzdrowienie polskiego systemu politycznego (partiokracji) i gospodarczego (!) poprzez rozwalenie SYSTEMU i przywrócenie rządów obywateli. W pierwszej turze wyborów Kukiz uzyskał aż 20,1% głosów, z czego 41% pochodziło od uczniów i studentów. Sporo głosów oddali ludzie wykształceni, bo nie tylko rozczarowani swoją sytuacją, ale także zmęczeni ciągnącym się przez lata, a mało dla nich istotnym konfliktem między dwiema głównymi partiami – PO i PiS
Dla wyjaśnienia:
PO jest partią, w której elementy liberalne mieszają się z chrześcijańsko-demokratycznymi, konserwatywnymi oraz socjalnymi, jest prounijna
PiS to partia prawicowa, chadecka, konserwatywna i socjalna, opowiadająca się za silnym państwem, w którym ład społeczny powinien opierać się na tradycjach rodzinnych, religijnych i patriotycznych. Jej przedstawiciele wypowiadają się przeciwko aborcji, są homofobami itp.
W tym także należy upatrywać przegranej prezydenta Bronisława Komorowskiego, który reprezentuje środowisko PO, partii przez bardzo wielu młodych (i nie tylko) ludzi znienawidzonej. Bronisława Komorowskiego zastępuje wywodzący się z PiS Andrzej Duda, polityk, który podobnie jak Kukiz wypłynął szerzej dopiero w czasie wyborów prezydenckich. Stosunkowo młody, dla wielu dobrze wyglądający i nie uwikłany bezpośrednio w rządy, swoje zwycięstwo zawdzięcza głównie obietnicy obniżenia wieku emerytalnego oraz obietnicy odbudowy zniszczonego (ponoć) przez PO kraju (to stały motyw czarnej propagandy PiS-u).
A oto wypowiedź Roberta (22 lata), jednego z wyborców Kukiza (poprzednio Korwin-Mikkego), który wyjaśnia powody, dla których w II turze zagłosował na Dudę.
– Rząd, mając całkowitą władzę, nie zrealizował żadnego z kluczowych punktów swojego programu. Przeciwnie – obiecywano obniżenie podatków, a je podniesiono. Nie opodatkowano supermarketów, a Kowalski, który prowadzi sklep, jest opodatkowany. Poprzez podniesienie wieku emerytalnego oszukano ludzi. Pracując do 67 roku życia, kobiety nie będą mogły poświęcić się opiece nad wnukami, co mnie, jako dla młodego człowieka chcącego mieć dzieci przeraża. Obecna władza jest arogancka i nie słucha ludzi. Zlekceważono postulat przeprowadzenia referendum w sprawie posłania sześciolatków do szkoły. Jedyną alternatywą jest teraz Duda. (Zapytany o in vitro, Robert stwierdza, że ten problem nie jest dla niego istotny.)
Taki a nie inny wynik wyborów i nowa sytuacja na scenie politycznej zaskoczyły wielu socjologów i obserwatorów. Opinii i komentarzy na ten temat nie brakuje. Subiektywnym zdaniem niżej podpisanej istnieją tej sytuacji pozytywy i negatywy.
pozytywy
- Przebudzenie się stroniącej do tej pory od wyborów młodej generacji Polaków i jej aktywizacja, a także protest przeciwko wynaturzeniom sceny społeczno-politycznej, co rodzi nadzieję na dostrzeżenie wreszcie przez polityków pilnej konieczności rozwiązania palących problemów młodego pokolenia i zahamowania przez to fali emigracji.
- Możliwość pojawienia się nowych partii, które przełamałyby dotychczasową stagnację (PO – PiS jako główni oponenci) i wniosły w życie polityczne nowe treści, bardziej odpowiadające nowym wyzwaniom i otwarte na przyszłość.
negatywy
- Dokonywanie wyborów na zasadzie prostej negacji zastanego układu bez oglądania się na potencjalne skutki. Nowo wybrany prezydent reprezentuje światopogląd bardzo konserwatywny – jako zagorzały obrońca życia poczętego sprzeciwia się np. in vitro, co może zniweczyć marzenia wielu młodych Polaków o posiadaniu dziecka. Konserwatyzm obyczajowy Dudy i jego środowiska politycznego (PiS) ma niewiele wspólnego z wartościami, o które zwykle walczą młode pokolenia, jak swobody obyczajowe i tolerancja.
- Naiwność polityczna, która każe bezkrytycznie wierzyć we wszelkie obietnice.
- Lekceważenie takich wartości jak szacunek dla drugiego człowieka i tolerancja dla jego poglądów oraz orientacji. Przejawiło się to poparciem dla Korwina-Mikkego mimo jego skandalicznych wypowiedzi na temat kobiet (które uważa za głupsze) i innych, a także poparciem dla środowiska Andrzeja Dudy, które wyraża się z pogardą o homoseksualistach czy osobach zmieniających płeć.
- Obojętność na pro-religijny kurs politycznego środowiska nowego prezydenta, który może bardzo zaciążyć na kształcie nowych ustaw.
Od maja 2015 r. Polska stoi przed wielką niewiadomą, jest już jednak zupełnie innym krajem. Krajem, w którym młode pokolenie wybudziło się z bierności i chce walczyć o udział w rządzeniu.
Pozostaje mieć nadzieję, że ten potencjał zostanie zagospodarowany mądrze i nie obróci się przeciwko rzeczywistym interesom młodego wyborcy.
Renata Głuszek
maj 2015
Zdjęcia: Renata Głuszek (Tarnowskie Góry), Wikipedia (Andrzej Duda, Janusz Korwin-Mikke, Paweł Kukiz, Janusz Palikot)
Niestety , ale artykuł jest strasznie nie obiektywny , oraz wygląda tak jak gdyby nie był napisany przez osobę młodą.
Otóż śmiem twierdzić , że młodzi ludzie sto razy bardziej wolą PiS niż PO.
PO liberałami? Bez jaj – proszę pokazać mi liberała który głosuje za ACTA , PO chciała nam to zafundować.
Arogancja władzy? Jak aroganckim trzeba być aby powiedzieć , że ludzie którzy nagrali naszą rozmowę na której mówimy rzeczy za które w prawdziwie wolnym kraju bylibyśmy skończeni , nagrali taśmy nielegalnie i oznacza to , że ich treść jest nieważna ale należy ukarać tych , którzy to nagrali. Sami powiedzieli o Polsce: ” Chuj , dupa i kamieni kupa”
Śmiem twierdzić , że wśród młodych ludzi największe poparcie ma Korwin – Mikke. Dlaczego? Bo ten kraj uratuje tylko RADYKALNA zmiana.
Pozdrawiam!